Obrazek w nagłówku by vivi
Postać - Caruni

czwartek, 15 października 2015

1

- Ile?! - Incaru był coraz mniej pewien słuszności swoich niekoniecznie przemyślanych wyborów życiowych. Przed chwilą tuż przed nosem przeleciał mu przestraszony ptak, który uderzył go w twarz jednym ze swoich skrzydeł. Nie na tyle mocno by poważnie zaboleć, ale wystarczająco by jeszcze bardziej zepsuć mu humor.

- Dopiero niedawno wyruszyliśmy, więc jeśli na drodze nie zastanie nas żadna niespodzianka, powinno nam zlecieć ze dwa tygodnie. - Jego wuj, Dran, już od ponad godziny również żałował swoich decyzji, starając się wyciszyć prawie nieprzerwaną wiązankę protestów bratanka. Koń zbyt kościsty i niekomfortowy, droga zbyt długa i zbyt nudna, peleryna niewygodna. Zupełnie jakby działa mu się krzywda. Ale nie po to wykłócał się z bratem, żeby pozwolił dzieciakowi się z nim zabrać, by teraz zawrócić lub odesłać rozkapryszonego księcia do pałacu.

Właśnie jechali konno dość wąską ścieżką przez gęsty las niskich, liściastych drzew. Nie była to droga często uczęszczana, o czym poinformowały ich wystające gałęzie, które bardzo pragnęły serdecznie powitać się z twarzami podróżnych. Na początku się udało, gdyż Dran jadąc przodem nie raczył poinformować Incaru o tym, że naciągnął grubą gałąź, która z dodatkowym przyśpieszeniem uderzyła chłopaka w głowę. Było to zabawne, prawda, ale tylko przez chwilę, bo po tym ciosie Incaru zaczął narzekać na poważnie, i wtedy Dranowi przestało być do śmiechu.

- Może jednak weźmiemy portal, albo chociaż lepsze konie? - spróbował młodzieniec, uderzając gniewnie nogami w boki swojego siwego wierzchowca. Jeśli staruszek się tym przejął to nie okazał tego w żaden widoczny sposób, po prostu kontynuował swoją wędrówkę za młodszym (co według Incaru było największą niesprawiedliwością świata), czarnym koniem Drana.

- Tylko kretyn polegałby na portalach. Jedziemy wierzchem, koniec dyskusji. Jeśli będziesz grzecznym chłopcem to za dwa lub trzy dni nie będzie to wierzch konia i przesiądziemy się na smoki. Ale najpierw musimy oddalić się od miasta, naciągnij kaptur na głowę, dziecko - „Czemu zgodziłem się na te tortury, czemu wręcz naciskałem na Inaena, żeby pozwolił młodemu pojechać. Przecież ja się wykończę,” pomyślał gorzko Dran. „Stwierdziłem, że dzieciak potrzebuje lekcji życia, ale niczego go nie nauczę jeśli zeświruję przez jego humorki. Chociaż może jestem uodporniony, wychowałem się przecież z jego ojcem.”

Perspektywa jazdy na smokach usatysfakcjonowała Incaru wystarczająco, na tyle, że zatrzymała „Nie jestem już dzieckiem”, które od ponad dwóch lat było jego automatyczną reakcją na słowo „dziecko”. To właściwie tylko utwierdzało innych w przekonaniu, że młody książę wspaniałego Larai faktycznie jest jeszcze dzieckiem i to dość marudnym. Póki co jednak kontent, chłopak poprawił kaptur spoczywający na jego złocistych lokach. Nie podobała mu się barwa ich burych okryć, a grube skórzane obszycie rogów irytowało go okropnie i czuł je na głowie, mimo, że zapewniano go, że nawet go nie zauważy. Z ojcem nigdy nie musiał tego robić i czuł się jakby łamane były jego podstawowe prawa, nawet jeśli od początku dobrze wiedział, że podróż z wujkiem to coś zupełnie innego. Nie spodziewał się jednak takich warunków i jego początkowa radość z wyrwania się z pałacu dosyć szybko zgasła. Ale na odwrót było już za późno i musiał się przyzwyczaić, w końcu to był jego pomysł, Dran tylko go poparł i nie mógł wujaszka za to obwiniać. Nie znaczyło to jednak, że nie wolno mu było trochę ponarzekać.

Incaru postanowił się wyciszyć i zauważył ze zdziwieniem, że niebo robiło się już pomarańczowe, co natychmiast poprawiło mu humor, bo bogata pomarańcz zawsze była jednym z jego ulubionych kolorów, a nad głową wyglądała niezwykle urokliwie, urządzając promieniom światła zabawę wśród przeszkód takich jak gałęzie drzew. Efekt był niesamowity i Incaru uśmiechnął się szeroko, czując się już prawie dobrze. Był wolny, a świat był piękny i przyjazny. Aż dziwnie było mu pomyśleć, że jeszcze rano nudził się i myślał o tym, że kolejny dzień spędzi tak samo jak każdy inny. A jednak wpadł na szalony pomysł. Zapytał Drana, czy nie mógłby go wziąć ze sobą. Dran zgodził się, nawet jeśli na początku w żarcie, „jasne, jeśli mój kochany braciszek ci pozwoli, to czemu nie?”. A potem...






- Jadę z wujaszkiem i nic mnie nie zatrzyma, ojcze! - uparcie trzymał się swojego zdania młody książę, usilnie próbując wyrwać się z objęcia matki. Jak na kobietę, która w swoim życiu nie przepracowała ani jednego dnia, miała w tych obfitych ramionach zadziwiające pokłady siły. Raz po raz wstrząsał nią gwałtowny szloch, ale nawet to nie pomogło Incaru się wydostać z jej uścisku. Po kilku minutach szamotaniny poddał się i uspokoił posyłając ojcu gniewne spojrzenie. 

- Nie pozwól mu, nie możesz mu pozwolić, Inaenie! Znienawidzę cię, jeśli mu pozwolisz! - wrzeszczała królowa, chociaż przez emocje wylewające się z jej głosu ciężko było to zrozumieć. Przycisnęła syna do hojnie przez naturę obdarzonej klatki piersiowej. 

- Pozwól mu, Ina. Chłopak musi rozpostrzeć skrzydła i poznać kawałek świata. - przemówił łagodnym głosem Dran, podchodząc do matki i syna. - Puść go, Ennei. Będzie ze mną i będzie bezpieczny. Przypominam, że nie jest jeszcze pobłogosławiony, a najwyższa pora. Święto Życia będzie świetną okazją, by dostał całusa od Dey. Włos mu z głowy nie spadnie. Puść go. - powtórzył ostrzej i tym razem posłuchała. 

Incaru odsunął się od matki jak oparzony, co na pewno sprawiłoby jej przykrość, gdyby myślała w tamtej chwili trzeźwo. Ale tak nie było. Nie mogła złapać oddechu i wstrząsały nią silne dreszcze. Wydawała z siebie ciche dźwięki przypominające takie, które wydawałaby z siebie przestraszona , ranna mysz, a nie kobieta ze sporą nadwagą. 

- N-nie. - zaczęła cichym głosem, kiedy z pewnym wysiłkiem nieco się uspokoiła. - Nie zabierzecie mi kolejnego dziecka, nie pozwolę wam, już nigdy nie popełnię tego błędu. 

- Nikt nie chce zabrać ci twojego syna, a jeśli zamkniesz go w pałacu i odetniesz od świata wcale nie będzie to działaniem na jego korzyść. Ptak w klatce to ptak nieszczęśliwy, nawet jeśli z pełnym brzuchem, nawet za złotymi prętami.

Dran podszedł do swojego bratanka i szybkim pociągnięciem pomógł mu wstać z podłogi. Nachylił się nad nim, by bez problemu móc czerwonymi oczami spotkać wzrok młodzieńca. Widząc w nich najwyraźniej to, co chciał zobaczyć polecił mu stanowczym i spokojnym głosem, by poszedł spakować ubrania na kilka dni i inne rzeczy, które uzna za niezbędne w podróży. Incaru niepewnie opuścił salę, nie całkowicie wierząc jeszcze w to, co właśnie się wydarzyło. Kiedy za chłopakiem zamknęły się drzwi i ucichło padające za nimi echo, Dran zwrócił się do swojego brata. 

- Braciszku, zezwolenie? Zawszę mogę go uprowadzić, ale czy po tej scenie będzie to miało sens? - Wyszczerzył kły w uśmieszku, który gdyby mógł mówić, mówiłby „wygrałem”.

Inaen spojrzał na młodszego brata przymrużonymi gniewnie oczami. Chciał zaprotestować, nawet jeśli wiedział, że to już raczej nie ma sensu i sprawa jest przegrana, ale wtedy otworzyły się drzwi i do środka sali weszła kolejna osoba, której obecność nagle odebrała królowi chęć do mówienia czegokolwiek.

- Mama? Obudziliśmy cię? - delikatnie spróbował zbadać teren. Erin, były król, w swojej długiej czarnej sukni wydawała się tak onieśmielająca jak zawsze, groźnie i dumnie. Nie robiąc sobie nic z pytania syna, zapytała jak to miała w zwyczaju przemawiając do swoich dzieci - wyraźnie, głośno, tonem ostrym i chłodnym.

- Mój wnuk przed chwilą powiedział mi, że wybiera się z Dranem na obchody Święta Życia w Deyim. Zwierzył mi się ze swoich wątpliwości, ale dawno nie widziałam go takiego szczęśliwego. Chciałam go zapewnić, że nie ma co się martwić. Wiem jednak, że mojemu mniej sprytnemu synowi do głowy przychodzą różne idiotyczne pomysły. Przyszłam się upewnić, że pozwolenie dostanie. Jak to z tym jest, kochany? - ostatnie słowo było lodowate, pozbawione kojarzonych z nim zazwyczaj ciepłych uczuć i Inaen przełknął nerwowo ślinę.

- Oczywiście, mama.

I właśnie dlatego kilka godzin później Incaru razem ze swoim wujem po raz pierwszy opuścił rodzinne gniazdko bez ojca, bez wszechobecnych ochroniarzy i bez żalu, którego się spodziewał. 






- Dobra, młody, robi się już ciemno, zatrzymujemy się tutaj. 

Znajdowali się na małej polanie, wydeptanej i wyjedzonej niemal do nagiej ziemi przez roślinożerne zwierzęta, którym najwidoczniej miejsce to spodobało się równie bardzo jak Dranowi. Niestety tego samego nie można było powiedzieć o Incaru, który sceptycznie okrążył spojrzeniem otaczający polanę las. 

- Tutaj? Tutaj jest las. W lesie są zwierzęta. Wilki. Nie możemy tutaj. Tu jest mokro, widzisz? Niedawno padało i wszystko nam przemoknie. Gdzieś niedaleko musi być miasto i tam możemy się zatrzymać. Tutaj się nie zatrzymamy, tak? Żartujesz, wuju, prawda?

Wuj bynajmniej nie żartował. Zsiadł zręcznie z konia, którego przywiązał do niewielkiego drzewa przy głębszej kałuży i polecił, by bratanek zrobił to samo. Gdy ten zamiast tego kontynuował wyrażać swoje obiekcje, Dran wzruszył ramionami i uwiązał też drugiego konia, na którym ciągle siedział Incaru. Rozpalił niewielki stos drewna i zdjął z siebie płaszcz. Następnie jak gdyby nigdy nic zaczął rozpakowywać to, co było mu potrzebne do zrobienia miejsca do spania i po prostu położył się na gotowym posłaniu, składającym się z kilku warstw koców z różnych materiałów. Okrył się pierzyną z ciepłych, zwierzęcych skór - było już ciepło, środek wiosny, ale nocami jednak dosyć zimno by chcieć okryć się czymś cieplejszym. Zamknął oczy, odsuwając ze świadomości istnienie swojego towarzysza, który już najwyraźniej zmienił zdanie na temat spędzenia całej nocy na koniu, jaka szkoda. Ukucnął obok Drana i wyraźnie chciał zwrócić na niego swoją uwagę, potrząsając go dłonią.

- Wuju, ja. Ja nie mam ze sobą nic do spania. Myślałem, że będziemy zatrzymywać się w karczmach i gospodach, dlatego nie wziąłem, zresztą nic takiego nie mam. 

To była sytuacja do przewidzenia i nie zdziwiła bardzo Drana, właściwie był na nią przygotowany. Chciał powiedzieć, że spakował ze sobą drugie posłanie i gdzieś tam jest, niech poszuka; ale w końcu doszedł do wniosku, że zrobiło się na tyle ciemno, że Incaru go nie znajdzie, a nawet jeśli znajdzie, to nie rozłoży tego tak jak powinien. Przewracając oczami zrobił obok siebie trochę miejsca, tak by dwie osoby nie miały problemu ze zmieszczeniem się razem.

- Właź, - powiedział głośno i nie doczekując się tak szybkiej reakcji, jakiej chciał, dodał zniecierpliwiony - tylko szybko, bo ciepło ucieka.

Incaru nie trzeba było powtarzać dwa razy i bardzo szybko grzał miejsce obok wuja. Tak naprawdę miał ze sobą coś, co mogło z całą pomyślnością służyć za nocne legowisko, ale naprawdę bał się wilków i nie chciał w nocy obudzić się sam z wilczą paszczą nad głową, wielką i dychającą na niego gorącym oddechem o zapachu zgniłego mięsa. Bardzo się ucieszył, kiedy Dran zaproponował dzielenie miejsca. Dobrze wiedział, że wuj ma dodatkowy zestaw i poczuł ulgę, że nie musiał się tłumaczyć, że jednak wolałby spać z nim, bo się boi. Widział Drana w akcji i wiedział, że ten potrafi walczyć i jest zwinny oraz zawzięty jak smok, na którego cześć został nazwany. Dlatego u boku wuja czuł się bezpieczniej niż prawie gdziekolwiek indziej. Był mężczyzna, obok którego czułby się jeszcze lepiej i którego sama obecność sprawiała, że Incaru zapominał co to strach, ale na cuda nie liczył i zadowalał się czym miał. 

- Dziękuję, wujaszku. 

Dran wydał z siebie dźwięk, który w dowolnej interpretacji mógłby zostać odebrany jako bardzo fantazyjna wersja słowa „dobranoc” i przewrócił się na drugi bok, tak, że w stronę Incaru były skierowane jego plecy. Uśmiechnął się na Incarowe „dobranoc wuju” i myślał, że już zaśnie, jednak się rozczarował. Po kilku minutach ciszy, w momencie, gdy jego powieki już zaczynały się przyjemnie kleić, blond katarynka wydała z siebie zaskoczony odgłos i znowu zaczęła nawijać. 

- A właśnie! Jeszcze tylko jedno, - „Co znowu?” - Mama powiedziała dziś coś o tym, że nie chce stracić kolejnego dziecka, nie pamiętam dokładnie. Ale na pewno było coś o innym dziecku. Co się stało? Czy zanim się wyklułem miałem braciszka lub siostrzyczkę, którego spotkało nieszczęście? Czy to dlatego rodzice są tacy przewrażliwieni na moim punkcie?

„No pięknie,” pomyślał Dran, „teraz to się narobiło.”. Zniechęcony odwrócił się, by móc widzieć Incaru i westchnął. Ciężko. I długo. „Jak ja mam się za to zabrać? Czy w ogóle mam prawo się za to zabrać?”, jęknął w duchu, jak ktoś zapyta, to najwyżej powie, że dzieciak sam się dowiedział. W jakiś sposób. Albo inny. Jakikolwiek. Nie ważne jak marudny, Incaru to mądry chłopak. Nikogo nie powinno zdziwić, że sam doszedłby w końcu do prawdy. Przynajmniej to próbował sobie wmówić Dran, kiedy otworzył usta i... po chwili je zamknął, zastanawiając się, jak właściwie chciał zacząć. Znowu je otworzył i tym razem udało mu się znaleźć słowa.

- Nie powinienem ci tego mówić, to powinni wytłumaczyć ci rodzice. Ale dobrze wiemy, że nie wytłumaczą. Najlepiej powiem to bez ogródek. Więc, miałeś bliźniaka. Brata albo siostrę. Nigdy się nie dowiedzieliśmy, bo... zabrali go z pałacu, zanim jeszcze się wykluliście. Twoja matka dosyć źle to zniosła.

Czegokolwiek Incaru się spodziewał, na pewno nie spodziewał się tego. Zmarszczył brwi i przekrzywiając głowę spojrzał zdziwionym, złotym spojrzeniem na swojego wuja, chcąc się przekonać, że ten nie żartuje, jednak krwiste tęczówki Drana były poważne jak nigdy, pozbawione psotnych przebłysków, które zazwyczaj w nich się skrzyły.

- A-ale jak to, to nie może być prawda. Mama nigdy nie pozwoliłaby na coś takiego. Wiem jak mnie pilnuje, przecież to niedorzeczne. Kto to zrobił i czemu go nie znaleźliście? Jak to się mogło stać? Czemu tylko on, czemu nie ja?

- Ennei nie zawsze była taka, jaka jest teraz. Oczywiście, że szukaliśmy, ale niestety zorientowaliśmy się za późno, i osoba, która to zrobiła miała kilka godzin przewagi i nieskończoną ilość dróg, którymi mogła się udać. Powiedziałbym ci więcej, ale to nie jest historia, którą ja powinienem ci opowiedzieć.

Incaru przygryzł wargę. Nowe informacje zmieniały postać rzeczy. BARDZO zmieniały postać rzeczy. Taki obrót wydarzeń mógł naprawdę korzystnie wpłynąć na jego obecną sytuację. Był tylko jeden mały-wielki problem, który mógł pokrzyżować zaczynający rodzić się w jego głowie plan.

- Czyli istnieją szanse, że gdzieś na świecie żyje jeszcze gdzieś mój brat?

- Albo siostra. Najprawdopodobniej już nie żyje, a nawet jeśli żyje, to żyć może wszędzie. Dosłownie wszędzie. Kiedyś twoi rodzice otrzymali wskazówkę na temat możliwego miejsca pobytu swojego dziecka. Ale nic nie znaleziono. To były czasy wielkiej epidemii, a ta wioska była mała, więc być może już nie żyje. Albo poszło dalej w świat.

To był właśnie ten problem. Ale Incaru nie miał zamiaru się poddawać. Jeśli znajdujesz furtkę, którą być może da się otworzyć, to starasz się to zrobić.

- Gdzie to było? Gdzie to było? Chcę tam pojechać. Znajdę go. Jeśli komukolwiek się uda, to uda się to mnie. Jestem jego bratem. Bliźniakiem. Według legend istnieje przecież więź.

Dran roześmiał się, bo zrozumiał o co chodzi bratankowi. To było głupie i niedojrzałe, ale być może miało jakiś sens. I mogło być skuteczną metodą by sprawić, że Incaru trochę pozytywniej spojrzy na tę podróż, a Dran nie postrada zmysłów z powodu jego marudzenia. A jeśli wróci do domu z Heltrae to będzie miał u brata dług wdzięczności wystarczający na dziesięciolecia. Obopólne zwycięstwo. Słodko.

- Jeśli mnie pamięć nie myli to chodzi o małą wioskę przy granicy z Deyim. Będziemy przejeżdżać obok niej, więc jeśli naprawdę ci zależy, będziemy mogli się tam trochę zatrzymać, i tak powinno nam zostać kilka dni przed Świętem Życia, kiedy tam dotrzemy. Więc jasne, możemy trochę się odprężyć i zabawić. Ale teraz daj mi już spokój, nie wiem jak ty, ale ja jestem już zmęczony.

Incaru też był zmęczony, ale był również zadowolony i podekscytowany, przez co trudno było mu zasnąć, w przeciwieństwie do Drana, który już za chwilę spał, cicho oddychając przy jego boku. Chłopak pozwolił swoim myślom swobodnie gonić jedna drugą, aż w końcu zmęczone, ustąpiły miejsca wszelkim błahostkom, które nie były na tyle ważne by w ogóle podejmować się spędzania snu z książęcych powiek.

„Na pewno cię znajdę, fravae*, dobranoc” były ostatnimi myślami, które przefrunęły przez głowę Incaru, spokojnie i nie śpiesząc się, nim chłopak zasnął twardym snem zmęczonego dziecka po ciężkim dniu pełnym wrażeń.




* fravae - słowo oznaczające jednego brata lub jedną siostrę, stosowane jako bezpośredni zwrot. O ile mi wiadomo nie istnieje odpowiednik w polskim języku. "Rodzeństwo" nie pokrywa tego samego znaczenia, nie możesz powiedzieć "kocham cię, rodzeństwo".

11 komentarzy:

  1. Piszesz dobrze, nawet bardzo. Boli mnie jedynie to, że masz wyjustowany tekst a przy tym wszystkie "i, że, nie, ale, ta, a" powinnaś przenosić do następnej linijki, gdy są na końcu obecnej. Wtedy tekst będzie wyglądał lepiej i będzie się go lepiej czytało.
    P.S. Czekam na więcej.
    P.P.S. Serio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, przenoszenie spójników w wyjustowanym tekście. Rada bardzo dobra, ale niestety podczas edycji tekstu całość nie układa się tak samo jak w opublikowanym poście i stwierdziłam, że to jest prawie niemożliwe do osiągnięcia bez przepracowania się. A jestem leniem. :(

      Usuń
  2. Z góry mówię, że długość jest obłędnie wspaniała. Uwielbiam jak posty są długie, męczące i cholernie ciekawe, a Twoje pisanie jest więcej niż "cholernie ciekawe", super więcej.
    Już wprost nie mogę się doczekać jak akcja dalej pójdzie [szczególnie, że czytając Twojego aska poznałam wiele spojlerów]!! Twoje postacie zawsze były intrygujące, a teraz, mogąc czytać Twe dzieła, to są one niemożliwie wciągające. Już chyba wspominałam, że Twój styl pisania jest świetny? To się powtórzę: uwielbiam to jak piszesz.
    Chce być fanem numer jeden, chociaż wiem, że to niemożliwe, ale no.
    Nie zniechęcaj się Karu! Pisz dalej, pisz!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ogromne gratki za poprawne użycie słowa 'bynajmniej'. I serio, super. Czekam na ciąg dalszy.

    PS Czy będziesz pisa opowiadania dotyczące innych postaci z bohapedii?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno zacznę przynajmniej jeszcze jedno, ale przynajmniej jeszcze trochę wkręcę się w to, żeby fakt rozpoczęcia kolejnego i działania na dwa fronty nie rozproszył mnie i nie wybił z chęci do pisania tego.

      Usuń
  4. Kochany z Incarusia bohater. Marudny dzieciak, ale fakt, że zależy mu na znalezeniu zaginionego bliźniaka wzbudza do niego wielką sympatię. Czekam na dalsze jego przygody. ^q^ (I swoją drogą to uważam, że jego design jest genialny, zdecydowanie jeden z twoich lepszych)

    Poza tym-- podoba mi się twój styl pisania. Naprawdę nie wiem co mogę więcej powiedzieć, bo nie mam nic do zarzucenia i jak wspomniałam wcześniej podobają mi wyrażenia, jakich używasz i w ogóle. :3c

    Mooogłabyś wstawiać więcej przerw między akapitami, wtedy łatwiej by się czytało, tak od strony wyglądu. Ale to już szczegóły!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Miło poznać twoje postacie dokładniej, jak się zachowują i w ogóle. Czytało mi się miło, pomimo tego że oczy mi się cały czas plątały ahudhs muszę sobie przyczepić szkło powiększające do laptopa czy coś.
    Ogółem długość jest dobra, nie za krótkie, ani też za długie. Czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żabko, powiększyłam dla ciebie nieco czionkę i zwiększyłam szerokość postu, by być może poprawić czytelność.

      Usuń
  6. Bardzo, bardzo dobrze się czyta. Wielki plus za kreację świata przedstawionego - jest fascynujący i czytelnik chciałby się od razu w niego zagłębić i lepiej go poznać, zrozumieć. Caruś jest uroczym marudnym dzieckiem, zabawnie obserwuje się jego zmagania z warunkami poza zamkiem. Widać, że jest rozpieszczony, ale nie głupi czy próżny. Z chęcią będę obserwować dalsze jego losy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo mi się podoba ~ Tokichi 2015

    OdpowiedzUsuń