Tamtego roku zima przyniosła ze sobą wiele złego, chociaż zaczęło się wystarczająco niepozornie, by ci, którzy obawiali się morderczych mrozów odetchnęli z ulgą. Była to zima ciepła i łagodna, ale przyniosła ze sobą śmierć. Pierwsze zimowe dni napełniły jednak serca kapaernów nadzieją i pogodą ducha. Zapowiadało się spokojnie.
To był jeden z takich wczesnozimowych wieczorów, ciepłych i otoczonych mgiełką pozornego bezpieczeństwa. W małym pokoju pewnej ruchliwej karczmy kończył się już wieczór matki i jej małego synka. Ta mała rodzina siedziała na posłaniu owinięta w ciepłe koce. Chłopiec, który siedział pomiędzy matczynymi nogami, wtuliwszy się plecami w jej ciepłe ciało spoglądał na ilustracje w ręcznie pisanym tomisku baśni, grubszym niż chude ramiona kobiety, która trzymała księgę na kolanach i cichym, słabym głosem czytała ulubioną historię swojego małego. Ostatnio nie czuła się najlepiej i bała się, że gdyby podniosła nieco głos znów zaatakowałby ją kaszel.
Skończyła czytać i zsunęła z kolan baśnie, które z hukiem uderzyły o podłogę, unosząc w powietrze obłoczki kurzu... Tak dawno nie sprzątałam, pomyślała kobieta, westchnąwszy. Z powodu drobnego pyłu krążącego po pomieszczeniu westchnienie to skończyło się na bardzo nieprzyjemnie brzmiącym kaszlu, którego uspokojenie nie należało do łatwych zadań. Instynktownie wplotła długie palce we włosy synka - jej choroby zawsze go niepokoiły, ale nic go tak nie uspokajało, jak delikatny ruch ukochanych dłoni mamy.
- Mama?
- Tak, najdroższy?
- Dziękuję, ta bajka była świetna. Książę Dran to świetny bohater, bardzo dzielny i dobry i miły. Chciałbym być kiedyś taki jak on. - Matka uśmiechnęła się, nawet jeśli te słowa syna znała już na pamięć. To był ich własny rytuał.
- Na pewno będziesz, mój Caru, jesteś wspaniałym chłopcem. - Caruni był kochanym dzieckiem, ale trzeba było mu często o tym przypominać. Często bywał smutny, szczególnie ostatnio, dlatego postanowiła, że czas obiecać coś, co na pewno go ucieszy. - Obiecuję, że kiedy tylko wyzdrowieję nauczę cię czytać i pisać. Będziesz dzielny, będziesz dobry i będziesz miły, ale będziesz także mądry.
Słowa te wywołały niewątpliwe poruszenie w małym chłopcu, który moment wcześniej był smutny, spokojny i sprawiał wrażenie dużo starszego niż powinien. Gwałtownie się obrócił i objął w swoje małe rączki szyję mamy. Dosyć niezdarnie, gdyż w następnej chwili leżeli zamiast siedzieć.
- Naprawdę, mama?! Obiecujesz?
- Tak, kochanie, obiecuję. Teraz jednak jest pora snu, jutro będziesz musiał mi pomóc.
- Dobrze, mama. Dobranoc.
- Dobranoc, słodki książę.
Tego samego wieczoru, choć być może i innego, podobnego, Śmierć zaczynała swoją wędrówkę ulicami wiosek i pukała do bram miast. Niewpuszczona, nie wydawała się zasmucona i sama szybko znalazła własne wejścia. Chowała się wśród żywych istot, szkodników, wśród których nikt nie chciał jej szukać. I czekała, chociaż powoli zaczynała siać swe nasiona. A gdyby przejmowała się przy tym takimi błahostkami jak obietnice, to o udanych żniwach mogłaby zapomnieć. Dlatego niewzruszona kontynuowała swoją pracę.
Sorry za usunięty komentarz; myślałam, że wysłał się dwa razy, ale jednak nie, no i usunęło całość??? Screw blogspot wtf........
OdpowiedzUsuńNiepotrzebne tak panikujesz, naprawdę. v__v Jak na razie jest super, a przynajmniej mi się podoba! Piszesz ładnie, podobają mi się używane przez ciebie zwroty i przenośnie. (Szczególnie na przykład: "To był jeden z takich wczesnozimowych wieczorów, ciepłych i otoczonych mgiełką pozornego bezpieczeństwa.")
Moją ulubioną częścią jest zdecydowanie ostatni paragraf, jest bardzo... posępny, i w ogóle. Brrr. Ciarki. Jeśli chodzi o rzeczy, które mogłabyś zmienić, to, hmm. Może dłuższe opisy? Sądzę, że twoje są wystarczjące, ja po prostu akurat lubię dłuższe. To tyle, Good job!!
BOŻE KARUŚ
OdpowiedzUsuńPROSZĘ, NIE BÓJ SIĘ PISAĆ!
To jest super, serio, bardzo miło się czyta, wszystko ma sens i nie ma błędów. Bardzo, bardzo się cieszę, że zdecydowałaś się napisać to opowiadanko. Mieć tyle różnych, ciekawych i oryginalnych pomysłów na fabuły i ich nie wykorzystać?! To byłby błąd!
Jak już pisałam - ten prolog jest bardzo dobry moim zdaniem, naprawdę ładnie piszesz. Serio, nie spodziewałam się czegoś tak dobrze napisanego przez to, jak bardzo się bałaś napisać opowiadanie D: Będę czekać cierpliwie na rozdział pierwszy, ponieważ zapowiada się ciekawie. Aww, od kiedy znalazłam Twojego aska, to chciałam poczytać jakąś dłuższą opowieść o Twoich postaciach <3
Tak na koniec, życzę duuużo weny, więcej odwagi i wiary w siebie, bo naprawdę nie masz się czego bać, i wytrwałości, żebyś nie rzuciła tego opowiadania w połowie, bo taka fajna opowieść nie może się zmarnować!
Miłej nocy <3
Zapowiada się ciekawie, tak trzymaj C:
OdpowiedzUsuńczekamy na ciąg dalszy!
Jezusie, ale cudne Karuś.
OdpowiedzUsuńNie rozumiem czemu narzekasz, naprawdę nieźle Ci to idzie.
Masz całkiem ciekawy styl pisania, sympatycznie czyta się całą treść. Najlepiej ujęłaś końcówkę. Jest wprost fantastyczna. Już nie mogę się doczekać pierwszego rozdziału, naprawdę.
Życzę dużo weny i chęci do pisania! Mam nadzieję, że nie porzucisz tego co zaczęłaś, bo naprawdę żal byłoby tego nie kończyć.~
To jest cudne!
OdpowiedzUsuńI w dodatku o capaernach <3
Zwykle nie czytam prologów, bo mnie nudzą, ale z tym jest inaczej. Nie ma tu zbędnego przynudzania, tylko krótkie wprowadzenie, a zakończenie podsyca ciekawość.
Pisz dalej :)
"capaereni" to angielska nazwa tego ludu, po polsku można napisać kapaerny :)
UsuńZakończenie podsyca ciekawość co w sumie jest i złe i dobre, bo wątek tu zaczęty pojawi się potem jedynie wzmiankami, więc może być problem z mylącym prologiem, ale w sumie i tak chciałam chociaż tyle zrobić.
Nie bój się pisać Karuś, pamiętam twoje starsze próby pisania i poczyniłaś duży postęp.
OdpowiedzUsuń